Gabinet domowy

Najlepszy i najtańszy kosmetyk na świecie!!!

noc

              Dwa wpisy temu streszczenie tego co odmładza brzmiało:

słońce, sen i cukier.

Dziś o ostatniej, już mniej skomplikowanej kontrowersji: SEN. Sen w sumie nie jest żadną kontrowersją, wiadomo że jest zdrowy i w pewnym wieku niezbędny do zachowania wyjściowej facjaty.

Jest najtańszym kosmetykiem.

Równie przyjemnym jak dobry masaż. Tyle, że trwa dłużej.

              Tłumaczyłam już tutaj pokrótce jak oddziaływuje na zachowanie młodości. Kto nie czytał to trzeba, a dziś dodam kolejną oczywistą oczywistość. Na pewno się ze mną zgodzicie, lecz wielu z Was pewnie o śnie do tej pory tak nie myślało:  że sen to kosmetyk regenerujący. Podczas snu, ciało decyduje samo za siebie. Zupełnie. Bez naszego udziału. I jak myślicie, co wtedy robi? Pali papierosy? Pije alkohol? Morduje się głodowymi dietami? Nie jest takie głupie. Gdy, podczas snu, mu nie przeszkadzamy robi jedynie to, co jest mu konieczne do codziennego osiągania celu. Celem jest jak najlepsze funkcjonowanie w ciągu przeżywanego życia. Regeneracja.

To niewątpliwie mądra praca i tylko głupi człowiek będzie ją zakłócał. Ciało nasze, śpiąc głęboko, fizjologicznie prawidłowo, dokonuje napraw, oczyszczeń i odbudowy tego co zostało nadwyrężone podczas dnia. Mało tego, w ciągu tego snu stara się naprawiać cokolwiek się da i jaknajwięcej się da. Pozbywa się ze wzmożeniem trucizn z najgłębszych pokładów komórek, kieruje energię w miejsca naprawy uszkodzonych tkanek, tam gdzie jest to najbardziej wymagające.

              Aby ułatwić naszemu organizmowi pracę nad samoregeneracją, musimy robić codziennie trzy rzeczy: nie ograniczać snu, dostarczać możliwie jak najwięcej substancji odżywczych, minerałów, witamin i rzecz trzecia: nie dostarczać trucizn.

Proste, nie?

              Co do ograniczania: oczywiście musimy spać tak długo jak organizm tego potrzebuje. Łatwo to sprawdzić gasząc światło i kładąc sie spać od razu w momencie gdy poczujemy pierwszą oznakę senności. Nie nastawiamy budzika. Kategorycznie nie powinniśmy być niczym odurzeni, a żołądek prawie co pusty, jakieś trzy godziny po kolacji. Z pełnym żołądkiem zasypia się bardzo ciężko i niewygodnie, a organizm męczy się jeszcze trawieniem. Taki test mija się z celem. Będzie niepoprawny ponieważ sen był płytki, niefizjologiczny. Podczas takiego może odpoczną mięśnie, ale nie organizm. Nie cały system. Potrzebujemy dowiedzieć się ile czasu zajmie nam pełna regeneracja.

Śpimy czysto… Kiedy się obudzimy, (bez budzika), powoli i bez paniki zerknijcie na zegarek i policzcie ile wyszło czasu snu. Jeśli czujecie, że jeszcze zaśniecie, to pozwólcie sobie na to i doliczcie ten czas. Nie musicie ściśle ustalać godziny zaśnięcia. Plus minus zawsze będziecie wiedzieli, o której padliście. Bardzo istotne w eksperymencie abyście nie sprawdzali czasu może po przebiegnięciu maratonu, bo jasnym jest, że im większe zmęczenie tym dłuższy sen. Podchodząc do testu powinniście być, powiedzmy, w normalnym stanie, po średnio intensywnym, Waszym zwykłym dniu. Po takim spaniu powinniście czuć się wyspani, lekko i komfortowo.

Okaże się, że normalnie będziecie potrzebować 7, 8, 6 godzin. To średnia populacji. Niektórzy potrzebować będą na przykład tylko 5. To też jest ok, a wszystko jest sprawą indywidualną. Starsze osoby na przykład mówi się, że śpią krócej… O ile jest to prawidłowy sen, z fazami snu głębokiego to super. Nic nie trzeba tam zmieniać.

Eksperyment uznajemy za nieudany gdy próbujemy pół nocy zasnąć, licząc barany i okręcając się wokół własnej osi. Bezsenność odpada. Trzeba by najpierw znaleźć jej przyczynę, potem przyczynę wyeliminować i można wracać do sprawdzianu. Chcemy się dowiedzieć ile nasz organizm potrzebuje zazwyczaj pochrapać, aby dokończył regenerację, a takie problemy uniemożliwiają otrzymanie odpowiedzi.

Gdy przechodzimy ciężkie dni, eksperyment również nie bedzie miarodajny. Potrzebujemy go wykonać podczas tego „zwykłego okresu w życiu”, bez stresów czy mega wysiłków.

Wynik jaki uzyskacie może w czasie się zmienić, ale będziecie już wiedzieli jak to sprawdzić i  czy spaliście wystarczająco. Bo osiągany czas będzie pokrywał się z wyspaniem i dobrym samopoczuciem. Kiedy już wiecie ile potrzebujecie spać, aby się wyspać, to decydujcie się tak organizować wieczory i noce aby móc tą ilość snu osiągać. Kładźcie się na tyle wcześnie, aby budzić się wraz z budzikiem, a nie żeby budzik Was budził :)

              Mi wychodzi 7 godzin. Gdy urwę gdzieś godzinę, od razu to czuję. Jestem nie do końca pełna energii i wcale mi nie fajnie rano. Moje ciało zawsze mówi głośno, że kolejną noc sobie tę godzinę odbierze i tak robi. Bo też mu pozwalam. Lubię czuć się rano jak nowo narodzona, a nie w rodzaju zwłok wleczących kapciami do kawopoju. Da się to osiągnąć bardzo prosto, dając ciału tyle snu ile potrzebuje, plus te kolejne, dwie rzeczy…

              Wszyscy zbudowani jesteśmy ze zwiazków chemicznych takich, a nie innych, i takich potrzebujemy do odbudowy. Nie jesteśmy zbudowani z leków nasennych czy alkoholu, pomimo, że to również chemia. Jest chemia która nas tworzy, na przykład woda, jest chemia która nas niszczy biologicznie, (spróbuj chlapnąć benzynki… :) ). I dlatego ważnym jest zrozumienie tego, czego naszemu ciału potrzeba i podania mu tego w jak najzdrowszej, naturalnej formie. Róbmy wszystko, aby nasze odżywianie było odżywianiem, a nie pochłanianiem, tzn jedzeniem, śmieci. Te dwa pojęcia używa się nagminnie zamiennie. Gdy ciało ma wszystko pod ręką i pod dostatkiem, z tego pobiera i z tego odbudowuje. Ważna jest każda jedna rzecz wkładana do ust. Ma być zdrowa! Jak najlepszej jakości. Musi to stać się dla nas ważne. Tak ważne jak jakość pralki, którą kupujemy, aby jaknajlepiej nam prała.  Jak jakość telepudła, jak samochodu. Ukisimy zawsze troche więcej szmalu, żeby kupić lepszą furę, ale pomidory… „te z gałązką z netto spoko…” (załama).

              (Nie polecam tu przekręcać świadomości w stronę extremów, bo skończyłoby się to śmiercią głodową, w obecnej sytuacji z jedzeniem. Polecam natomiast kupować z pełną świadomością tego jakie konsekwencje przyniesie nam jedzenie dobrej jakości zdrowych produktów. Wszystko w miarę możliwości…, a nie mówcie mi, że możliwości nie ma żadnych. Taka świadomość to połowa sukcesu i ciężko może się wydawać tylko na początku. Zobaczycie jak gładko będziecie zasypiać kiedy Wasze ciało będzie zadowolone z  darów, bo z nich wyciągnie sobie prawidłową chemię.

              …A z truciznami to juz jest wojna. Niestety w naszym środowisku życiowym jesteśmy atakowani nimi z każdej strony. Najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji to machnąc na to ręką, nie przejmować się i pogodzić z konsekwencjami. Bo one na milion procent wystąpią w postaci choroby. Najgorsze. Wiele ludzi, z którymi rozmawiam, z powatpiewaniem wypowiada się o zdrowym stylu życia, „ktory nie ma sensu, bo toksyny mamy wszędzie”. Moi drodzy, pomimo tego, że tak, żyjemy w ich natężeniu, to każdy mały krok eliminujący ich każdą najmniejsza ilość konsekwentnie oddala nas od choroby i brzydoty. Więc im tego mniej, tym efekt bardziej widoczny. I to bez wątpienia. Trudno  to dostrzec, wiem, bo jedyne co widzimy dookoła to wszyscy tak samo zmęczeni, słabi, chorzy.

   Postaci tryskających zdrowiem jest tak mało, jak osób świadomie układających swoje podejście do zdrowia.

Chorych, smutnych i brzydkich uważamy za typowego szarego obywatela.  Nie tych rześkich, wysportowanych czy uśmiechniętych. Czas z tym skończyc i przyjąć do wiadomości, że może niekoniecznie wydaje nam się trafnie. Sałata ekologiczna będzie miała o wiele więcej wartości odżywczych niż zwykła, piękna, pędzona i dodatkowo nie dostarczy nam do ciała tej chemii, którą pryskana jest ta zwykła, tania ale okazała. Już na plusie. Poza tym chcesz się oczyszczać z toksyn stale? Jedz stale chlorellę czy spirulinę. 5 gram dziennie. Na przykład… Na wszystko znajdzie się sposób.

              Kupując „coś” preparowanego przez jakąś tam firmę, karmimy się następnie sterylnym jedzeniem, nienaturalnym dla naszego wewnetrznego środowiska i konserwantami, a nawet choćby taką solą chemiczną (stołowa, czysty NaOH-wodorotlenek sodu, wyrzućcie ją natychmiast. Kupcie polską kłodawską lub himalajską). Która, tak przy okazji, rani Wam układ krwionośny, bo w jednej trzeciej zawiera szkło! Zastanowcie się ze trzy razy zanim sięgniecie po słoiczek gotowego produktu. Nie jest fajniej zrobić czegoś w domu samemu? Wiemy co używamy i nie używamy czegoś co sprawia, że kanapka, którą zrobiliśmy, w sklepie by miała termin przydatności do spożycia nawet do miesiąca. Wszystkie te toksyny i chemia nienaturalna, wytwarzana przez człowieka dla pieniedzy, obciąża sen. Organizm zamiast odbudowywać, musi zajmować się sprzataniem śmieci. Sen jest mniej efektywny. Nie dodaje uroku i nie odejmuje lat.

Wszystko jest tak proste… wystarczy się z tym przespać :)

Dobranoc :)

*****

Wszystko co robię dla mojej urody, a opisuję na stronach mlodosc3000.pl na mnie zadziałało. Musicie jednak pamiętać, że każdy organizm jest inny i różnie może reagować na radykalne czy łagodne zmiany. Dlatego też koniecznie porozmawiajcie ze swoim lekarzem o tym, czy możecie bezpiecznie stosować dla siebie cokolwiek o czym tutaj przeczytacie.